wiem, że miałam dodać nowy rozdział, ale musze zawiesić oba moje blogi na czas nieokreślony
przepraszam...
sobota, 5 października 2013
poniedziałek, 9 września 2013
04. ,,Nie możesz się z nim zadawać.."
- Tomlinson? Twój brat to Louis?- zapytał mnie lekko zdziwiony, a zarazem zadowolony. Kiwnęłam lekko zmieszana głową. Chłopak uśmiechnął się szeroko. - Wiesz kiedyś przyjaźniłem się z twoim bratem. Co u niego?
- Aktualnie Lou wyjechał...
- Może się spotkamy? Jutro, Starbucks?
- Jasne. To do zobaczenia o pietnastej.
Wstałam i wolnym krokiem ruszyłam w stronę domu Harry'ego. Wiedziałam, że nie obędzie się od małego kazania typu ,, Wiesz, że to niedpowiedzialne". Moja teza się potwierdziła. Weszłam do domu i wpadłam na wściekłego bruneta.
- Gdzie ty do cholery byłaś?! Wiesz jak ja się martwiłem? Z kim byłaś?
- W parku. Z Zayn'em Malikiem. Pamiętasz go? Kiedyś się przyjaźniliście, a potem wystawiliście.. Nie pamiętasz?
Stał osłupiały nie wiedząc co powiedzieć. Wyminęłam go szybko i udałam się do swojego pokoju. Siedziałam w samotności przez kilka minut gdy do pokoju wszedł Harry.
-Nie możesz się z nim zadawać.
- Czemu?
- Bo tak...
- Jeśli to już wszystko to możesz już wyjść?
- Jeszcze chce ci powiedzieć, że zamówiłem pizze i jeśli chcesz coś dzisiaj zjeść to radze ci zejść na dół.
***
Za niecałe pół godziny mam być już w Starbucks na spotkaniu z Zayn'em, ale jak narazie siedzę w salonie i słucham przemowy Harry'ego na temat jego obowiązków, które mają związek ze mną. Mając dośc jego paplania poprostu wstałam z fotela, na którym siedziałam już dobrą godzine i poszłam się zebrać. Związałam włosy w niedbały kok i zaczęłam nakładać kosmetyki na moją twarz. Podeszłam do dość dużej szafy i wyciągnełam z niej to <klik>. Przyszykowana spryskałam się perfumami i sprawdzając jeszcze raz zawartość torebki wyszłam z domu. Do kawiarni doszłam w kilka minut. W rogu zobaczyłam mulata. Bez zbędnych czynności weszłam do pomieszczenia i podeszłam do mulata. Na jego twarzy zagościł szeroki uśmiech.
- Cześć. Już myślałem, że nie przyjdziesz- powiedział rozbawiony przytulając mnie. Zaśmiałam się cicho i usiadłam naprzeciwko niego. Zamówiliśmy napoje i pochłonęliśmy w rozmowie. Cały czas czułam na swoich plecach czyjś wzrok lecz gdy tylko odwróciłam głowę nie zobaczyłam nikogo podejrzanego. Podeszła do nas zgrabna blondynka, z naszymi zamówieniami. Postawiła je i cały czas spoglądała na mojego towarzysza, ale on nie wydawał się być zainteresowany. Cały czas spoglądał na mnie i co jakiś czas śmiał się z moich reakcji lub słów. Mimo małej różnicy wieku czułam się w jego towarzystwie lepiej niż w towarzystwie moich rówieśników.
- Aktualnie Lou wyjechał...
- Może się spotkamy? Jutro, Starbucks?
- Jasne. To do zobaczenia o pietnastej.
Wstałam i wolnym krokiem ruszyłam w stronę domu Harry'ego. Wiedziałam, że nie obędzie się od małego kazania typu ,, Wiesz, że to niedpowiedzialne". Moja teza się potwierdziła. Weszłam do domu i wpadłam na wściekłego bruneta.
- Gdzie ty do cholery byłaś?! Wiesz jak ja się martwiłem? Z kim byłaś?
- W parku. Z Zayn'em Malikiem. Pamiętasz go? Kiedyś się przyjaźniliście, a potem wystawiliście.. Nie pamiętasz?
Stał osłupiały nie wiedząc co powiedzieć. Wyminęłam go szybko i udałam się do swojego pokoju. Siedziałam w samotności przez kilka minut gdy do pokoju wszedł Harry.
-Nie możesz się z nim zadawać.
- Czemu?
- Bo tak...
- Jeśli to już wszystko to możesz już wyjść?
- Jeszcze chce ci powiedzieć, że zamówiłem pizze i jeśli chcesz coś dzisiaj zjeść to radze ci zejść na dół.
***
Za niecałe pół godziny mam być już w Starbucks na spotkaniu z Zayn'em, ale jak narazie siedzę w salonie i słucham przemowy Harry'ego na temat jego obowiązków, które mają związek ze mną. Mając dośc jego paplania poprostu wstałam z fotela, na którym siedziałam już dobrą godzine i poszłam się zebrać. Związałam włosy w niedbały kok i zaczęłam nakładać kosmetyki na moją twarz. Podeszłam do dość dużej szafy i wyciągnełam z niej to <klik>. Przyszykowana spryskałam się perfumami i sprawdzając jeszcze raz zawartość torebki wyszłam z domu. Do kawiarni doszłam w kilka minut. W rogu zobaczyłam mulata. Bez zbędnych czynności weszłam do pomieszczenia i podeszłam do mulata. Na jego twarzy zagościł szeroki uśmiech.
- Cześć. Już myślałem, że nie przyjdziesz- powiedział rozbawiony przytulając mnie. Zaśmiałam się cicho i usiadłam naprzeciwko niego. Zamówiliśmy napoje i pochłonęliśmy w rozmowie. Cały czas czułam na swoich plecach czyjś wzrok lecz gdy tylko odwróciłam głowę nie zobaczyłam nikogo podejrzanego. Podeszła do nas zgrabna blondynka, z naszymi zamówieniami. Postawiła je i cały czas spoglądała na mojego towarzysza, ale on nie wydawał się być zainteresowany. Cały czas spoglądał na mnie i co jakiś czas śmiał się z moich reakcji lub słów. Mimo małej różnicy wieku czułam się w jego towarzystwie lepiej niż w towarzystwie moich rówieśników.
niedziela, 25 sierpnia 2013
Rozdział 3.
Zmroziła mnie przeszywającym wzrokiem przez co poczułam się niekomfortowo.
- To jest chyba twoje. - powiedziała oddając mi mój telefon z wielkim obrzydzeniem. Patrzyłam na nią i próbowałam się uśmiechać. Patrzyłam na nią, a ona na mnie. Po chwili obróciła się na pięcie machnęła swoimi blond włosami prawie trafiając mnie w twarz. Gdy zamknęła drzwi wywróciłam oczami i usiadłam na łóżku.
Posiedziałam przez dobrą godzinę surfując w internecie na telefonie gdy dostałam sms.
,, Przepraszam za Monice Jest po prostu zazdrosna :) Harry x"
,, Nic się nie stało:) Katex"
Odłożyłam telefon na szafke nocną i wpatrywałam się pusto w sufit. Ta cisza zaczyna mnie powoli dobijać. Nie myśląc wiele wzięłam telefon gruby sweter i ruszyłam na dół.
Przeszłam przez hol obok salonu. Harry rozmawiał razem z Monicą więc mnie nie zauważył. Założyłam buty i wyszłam powolnym krokiem zmierzając do parku. Usiadłam na ławce w rogu za ogromnym rozłożystym drzewem. Siedziałam i patrzyłam tępo w bawiące dzieci niedaleko. Siedziałam tak z dobrą godzine. Mój telefon co chwile wibrował, ale nie zwracałam na niego zbyt wielkiej uwagi.
- Mogę się dosiąść?- usłyszałam nad sobą męski głos. Podniosłam wzrok i zobaczyłam chłopaka mniej więcej w moim wieku. Miał ciemne włosy ustawione w góre, miodowe oczy. Był bardzo przystojny. Kiwnęłam głową na tak i lekko posunełam się w bok.
- Coś się stało? Jesteś taka smutna...
- Nie wszystko w porządku. Tylko się troche zamyśliłam.
- Jestem Zayn. A ty?
- Katy Andrea Tomlinson.
___________________________________________________________________________
Wiem krótki i nudny i dawno mnie nie było, ale są wakacje i jestem troche zajęta. ;/
- To jest chyba twoje. - powiedziała oddając mi mój telefon z wielkim obrzydzeniem. Patrzyłam na nią i próbowałam się uśmiechać. Patrzyłam na nią, a ona na mnie. Po chwili obróciła się na pięcie machnęła swoimi blond włosami prawie trafiając mnie w twarz. Gdy zamknęła drzwi wywróciłam oczami i usiadłam na łóżku.
Posiedziałam przez dobrą godzinę surfując w internecie na telefonie gdy dostałam sms.
,, Przepraszam za Monice Jest po prostu zazdrosna :) Harry x"
,, Nic się nie stało:) Katex"
Odłożyłam telefon na szafke nocną i wpatrywałam się pusto w sufit. Ta cisza zaczyna mnie powoli dobijać. Nie myśląc wiele wzięłam telefon gruby sweter i ruszyłam na dół.
Przeszłam przez hol obok salonu. Harry rozmawiał razem z Monicą więc mnie nie zauważył. Założyłam buty i wyszłam powolnym krokiem zmierzając do parku. Usiadłam na ławce w rogu za ogromnym rozłożystym drzewem. Siedziałam i patrzyłam tępo w bawiące dzieci niedaleko. Siedziałam tak z dobrą godzine. Mój telefon co chwile wibrował, ale nie zwracałam na niego zbyt wielkiej uwagi.
- Mogę się dosiąść?- usłyszałam nad sobą męski głos. Podniosłam wzrok i zobaczyłam chłopaka mniej więcej w moim wieku. Miał ciemne włosy ustawione w góre, miodowe oczy. Był bardzo przystojny. Kiwnęłam głową na tak i lekko posunełam się w bok.
- Coś się stało? Jesteś taka smutna...
- Nie wszystko w porządku. Tylko się troche zamyśliłam.
- Jestem Zayn. A ty?
- Katy Andrea Tomlinson.
___________________________________________________________________________
Wiem krótki i nudny i dawno mnie nie było, ale są wakacje i jestem troche zajęta. ;/
wtorek, 6 sierpnia 2013
Rozdział 2
- Na wiele dłużej niż kilka dni..- powiedział to najciszej jak to było możliwe, ale ja i tak to usłyszałam. Spojrzałam na niego zdziwiona i miałam się już
odezwać gdy on mnie wyprzedził.
- Chcesz coś na śniadanie?
No tak. Przecież nic nie jadłam. Moją odpowiedzią było burczenie w brzuchu. Oboje się zaśmialiśmy, po chwili chłopak ruszył w stronę kuchni i
zaczął przygotowywać naleśniki. Zawsze je uwielbiałam i ten zapach roznoszący się po całym domu. Siedziałam na wysokim krześle obok wysepki i obserwowałam
poczynania Styles'a. Gdy usmażył górę naleśników z szafki wyjął dżem truskawkowy, nutelle i bitą śmietanę.
- Nie wiem z czym chcesz je zjeść więc możesz sobie wybrać.
Wzięłam na talerz jeden naleśnik i posmarowałam go dżemem. Nidgy nie przepadałam za nutellą. Ugryzłam kawałek potrawy i rozkoszowałam się smakiem. Po chwili
na talerzu nic nie było. Włożyłam naczynia do zmywarki i udałam się do salonu. Włączyłam telewizję i oglądałam jakąś denną argentyńską telenowele.
Gdy nareszcie dobiegła końca wyszłam na ogród z tyłu domu. Był tam basen zajmujący większą część ogródka i duże drzewo a na nim były powieszone
dwa fotelo-wieszaki. Był też stół z ośmioma krzesłami i ławka pod płotem. Podeszłam do tej ławki i na niej usiadłam. Nie wiedzieć czemu najbardziej mi się
tu spodobała a była to zwykła drewniana ławka. Zastanawiałam się nad tym czemu Lou się ze mną nie pożegnał i co mogły oznaczać słowa Harry'ego.
Moje przemyślenia przerwał loczek przysiadający się do mnie. Spojrzałam na niego. Miał oczy lekko zakłopotane, ale starał się to ukryć uśmiechem.
- Lubię tu usiąść i pomyśleć. Jest tu tak spokojnie...
- Tak. To miejsce jest magiczne..
Siedzieliśmy w ciszy przez dobre kilka minut. Czułam jak Harry mi się przygląda. Odwróciłam głowę w jego stronę i patrzyłam w jego oczy. Zbliżaliśmy swoje
twarze ku sobie bardzo szybko i gdy mieliśmy się pocałować ktoś zapukał do drzwi. Weszliśmy do domu i usłyszeliśmy krzyk:
- Harry kotku! To ja Monica!
- Kurwa. Idź do swojego pokoju i nie wychodź puki cię nie zawołam. Jasne?
Pokiwałam twierdząco głową i udałam się na górę. Czemu miałam iść do siebie? Kim jest ta laska? I czemu kurwa jestem zazdrosna?! Przez dobre kilka minut
siedziałam i gapiłam się ślepo na ścianę do czasu aż mi się to znudziło. Postanowiłam posiedzieć na telefonie i w tym celu podeszłam do mojej torebki by
go wyjąć, ale go tam nie było. Przecież jest na dole! Po chwili do pokoju wpadła jakaś blondynka. Miała w ręku mój telefon i tone cementu na twarzy. Gdy
mnie zobaczyła od razu w jej oczach pojawiła się zazdrość.
- Ty pewnie jesteś Monica? Miło mi jestem Kate.
_____________________________________________________________________
Dodano nową postać do bohaterów.
czwartek, 1 sierpnia 2013
Rozdział 1
Wstałam rano i ruszyłam w stronę łazienki. Ogarnełam się i z dobrym humorem zeszłam do kuchni.
-Dzień dobry Lou.-powiedziałam do brata i cmoknęłam go w policzek.
- Hej siostrzyczko. Jakie plany na dziś?
-Hmm, może się wybiorę na małe zakupy, potem..
- NIE! Nie możesz wyjść! To...nie dobry pomysł. Zaproś jakieś koleżnaki tu i pogadajcie sobie czy coś...
- Dzięki tobie nie mam przyjaciół.. A niby czemu nie mogę wyjść?! Zachoruje? Przy takim gorączu? Louis, czemu mi zabraniasz wychodzić..
- Jak chcesz to mogę zadzwonić do El...
- I mam patrzeć jak cały czas wymieniacie się śliną?
Nie doczekałam się odpowiedzi z jego strony. Westchął po chwili wstał i poszedł na górę jak sądze do jego pokoju. Czemu niby nie mogę wyjść? Czemu on mi wszystkiego broni? Wcześniej gdy nie byłam pełnoletnia było inaczej i traktowałam to jako strach, że mogą mi coś zrobić, ale teraz? Mam osiemnaście
lat i dam sobie radę. Najgorszej jest w tym wszystkim to, że najczęściej gdy mój braciszek wychodzi musi mnie pilnować Harry, jego kumpel.Dzisiaj też tak było. Louis wyszedł do pracy i oczywiście musiał zadzwonić po Harry'ego. Nie chodzi mi oto, że go nie lubie tylko irytuje mnie to.
- Cześć Kate. Miło cię widzieć- uśmiechnął się szeroko i udał się do salonu.
- Witaj Hazz. Na jak długo wychodzisz Lou?- skierowałam pytanie do brata, który ubierał buty.
- Nie wiem. Albo wieczorem albo rano. Trzymaj się brzdącu. - Cmoknął mnie w czoło i wyszedł. Wywróciłam oczami i poszłam do salonu. Harry siedział i oglądał
telewizje. Kolejny dzień przesiedziany w domu w towarzystwie Harry'ego.
- Może pójdziemy na spacer? Ładna dziś pogoda..
- Nie wiem czy to dobry pomysł..
- Oj Hazz. Przecież nic mi się nie stanie jak ty będziesz ze mną. No proooooooszę.
Chłopak westchnął uśmiechnął się i wyszedł z salonu. Uradowana poszłam w jego ślady i wyszłam z salonu. Założyłam szybko buty i ruszyliśmy z Harry'm w
stronę parku . Dawno gdziekolwiek wychodziłam. Nawet na podwórko nie mogłam wyjść bez ochrony Lou. Wędrowaliśmy alejkami i rozmawialiśmy. Cały czas czułam,
że ktoś nas śledzi. Odwróciłam się, ale nikogo nie ujrzałam.
- Coś się stało? - zapytał lekko zmarwtiony Harry. Doobra, to było dziwne, że ON Harry Styles się martwił o kogoś takiego jak JA.
- Mam dziwne przeczucie, że ktoś nas śledzi.
Harry lekko się zdziwił, a zarazem przeraził. Po chwili jego twarz skamieniała.
- Wracamy do domu.
- Ale..
- Żadne, ale! WRACAMY DO DOMU!- tak to był ten Harry, którego znam od zawsze. Nigdy nie panował nad emocjami i zawsze krzyczał, ale nie na mnie.
Staliśmy pod domem gdy Harry'emu zadzwonił telefon.
- Hallo! Tak i mam to w dupie! KURWA POWIEDZIAŁEM CI!- stałam i patrzyłam na niego przerażona. Po chwili wkurzony żucił telefon o ulicę. Ten rozstrzaskał się
na drobne kawałeczki. Ptrzyłam coraz bardziej przerażona na jego ruchy. Spojrzał na mnie i odrazu złagodniał. Po chwili przytulił mnie i
chyba nie miał zamiaru mnie puścić.
- Przepraszam. Nie chciałem byś to widziała. Następnym razem nie będę. Obiecuję. - uspokoiliśmy się trochę i weszliśy do domu. Mimo tego,
że Harry był ode mnie tylko o rok starszy i był najlepszym przyjacielem Lou byliśmy dobrymi przyjaciółmi. Czasami pomagałam mu w sprawach sercowych. Nie
było to nic specjalnego jak na przykład romantyczna kolacja przy świecach. Były to małe sprawy. Siedzieliśmy i się śmialiśmy gdy nagle do domu wparował Lou.
Był wściekły najpierw spojrzał na mnie i potem na Harry'ego.
- TY! Kate wyjdź stąd!
- Ale to moja wina, nie Harry'ego.
- Powiedziałem wyjdź!
Spojrzałam smutnie na obu i wyszłam. Słyszałam krzyki. Potem ja dostanę niezły opieprz od mojego braciszka.
Gdybym wiedziała, że to się tak skończy nie prosiłabym go o wyjście. Po chwili ktoś zapukał do drzwi. Powiedziałam cichę prosze i w drzwiach stanął Lou.
- Przesadziłaś..
- Tak wiem. Obiec..
- Nie przerywaj mi! Przesadziłaśi powinienem cię teraz opieprzyć, ale muszę ci coś powidzieć... Muszę wyjechać na kilka dni wyjechać w ważnej sprawie i...
- I... ?- przerwałam mu patrząc mu prosto w oczy.
- I zamieszkasz u Harry'ego.
- ŻE JAK?!
- Nie jestem chyba aż taki zły. -włączył się do naszej rozmowy loczek. Spojrzałam na niego unosząc brwi do góry. Teraz to sobie wymyślili.
- A nie może przyjechać tu El?
- Jedzie razem ze mną. Po za tym mam stu procentową pewność, że Harry jest odpowiednią osobą i będę mieć pewność, że pod jego opieką nic ci się nie stanie.
- A gdzie wy wyjeżdżacie? Cały czas gdzieś znikasz... -jego twarz skamieniała i był trochę... przerażony? Tak przerażony.
- Nie. Twój. Interes.-wysyczał przez zęby. Po chwili złagodniał i powiedział jeszcze- zacznij się powoli pakować jutro rano Harry po ciebie przyjedzie.
Westchnęłam ciężko i wyjęłam spod łóżka wielką walizkę. Otworzyłam szafę i zaczełam w niej grzebać by wyszukać coś w miarę dobrego na pogodę w Londynie.
*Następny dzień, poranek*
Wstałam około 7. WYgramoliłam się leniwie z łóżka i ruszyłam do łazienki ogarnąć się. Po drodze zabierając oczywiście ubrania.
Po szybkim zimnym prysznicu owinęłam swoje ciało miekkim ręcznikiem i już miałam zacząć się ubierać gdy zdałam sobie sprawę, że nie zabrałam ze sobą bielizny.
Wyszłam szybko z łazienki i skierowałam się do mojego pokoju. Weszłam i jakgdyby nigdy nic powiedziałam do Hazzy siedzącego na moim łóżku:
- Hej Harr... Zaraz co?! Co ty tu robisz?
Nic nie odpowiedział tylko lustrował całą moją postać wzrokiem. No tak przecież stoję przed nim pół naga owinięta tylko ręcznikiem ledwo zakrywający mi tyłek.
Po chwili nawiązaliśmy kontakt wzrokowy. Przymrużyłam lekko oczy i patrzyłam na lokersa złowrogim spojrzeniem numer 3. Chłopak spuścił wzrok i podniósł swój
jakże wielmożny zad i stanął blisko mnie. Naprawdę blisko tak, że czułam na skórze jego ciepły oddech.
- Przyszedłem cię obudzić i pomóc zabrać rzeczy do mojego auta. W końcu masz u mnie mieszkać.
Stałam i patrzyłam się w jego zielone tęczówki jakbym była zaczarowana. Po chwili wyminął mnie, chwycił walizki i wyszedł.
Po kilku sekundach ocknęłam się wzięłam bielizne i skierowałam się do łazienki. Po niecałych 5 minutach zeszłam na dół gdzie czekał na mnie Harry.
- Gotowa?
- Tak.. A Louis'a już nie ma?- zapytałam lekko zdziwiona faktem, że w domu było cicho.
- Niestety.. Wyjechał godzine temu.. Dobrze... No to ruszamy. Śniadanie zjesz na miejscu.
Ruszyliśmy razem w stronę auta loczka. Całą drogę milczeliśmy. Dlaczego zawsze gdy siedzimy w aucie musi panować ta niezręczna cisza?! Mniejsza o to.
Droga minęła nam jak zwykle bez problemów. Nim się obejrzałam stałam pod domem Hazzy. Jego dom był niewiele większy od naszego.
Cały czas zastanawia mnie skąd oni wzięli tyle kasy na te domy... Weszliśmy i udaliśmy się w stronę schodów. Skierowałam się w stronę pokoju gościnnego,
ale okazało się to być błędem. Loczek poszedł w zupełnie inną stronę. Zatrzymał się przy drzwiach naprzeciwko swojej sypialni i spojrzał na mnie wyczekująco.
Ruszyłam w drugą część korytarza. Gdy doszłam do chłopaka ten otworzył drzwi i moim oczom ukazał się dość spory niebiesko-biały pokój.
Na ścianie nad łóżkiem były przyczepione litery które tworzyły moje imię.
- Eee, Harry czemu użądziłeś mi pokój? Przecież jestem tu tylko na kilka dni..
_______________________________________________________________________________
Następny rozdział dodam w następnym tygodniu.
Jeśli możesz to pozostaw po sobie komentarz ♥
Nawet jeśli z anonima to proszę. ♥
-Dzień dobry Lou.-powiedziałam do brata i cmoknęłam go w policzek.
- Hej siostrzyczko. Jakie plany na dziś?
-Hmm, może się wybiorę na małe zakupy, potem..
- NIE! Nie możesz wyjść! To...nie dobry pomysł. Zaproś jakieś koleżnaki tu i pogadajcie sobie czy coś...
- Dzięki tobie nie mam przyjaciół.. A niby czemu nie mogę wyjść?! Zachoruje? Przy takim gorączu? Louis, czemu mi zabraniasz wychodzić..
- Jak chcesz to mogę zadzwonić do El...
- I mam patrzeć jak cały czas wymieniacie się śliną?
Nie doczekałam się odpowiedzi z jego strony. Westchął po chwili wstał i poszedł na górę jak sądze do jego pokoju. Czemu niby nie mogę wyjść? Czemu on mi wszystkiego broni? Wcześniej gdy nie byłam pełnoletnia było inaczej i traktowałam to jako strach, że mogą mi coś zrobić, ale teraz? Mam osiemnaście
lat i dam sobie radę. Najgorszej jest w tym wszystkim to, że najczęściej gdy mój braciszek wychodzi musi mnie pilnować Harry, jego kumpel.Dzisiaj też tak było. Louis wyszedł do pracy i oczywiście musiał zadzwonić po Harry'ego. Nie chodzi mi oto, że go nie lubie tylko irytuje mnie to.
- Cześć Kate. Miło cię widzieć- uśmiechnął się szeroko i udał się do salonu.
- Witaj Hazz. Na jak długo wychodzisz Lou?- skierowałam pytanie do brata, który ubierał buty.
- Nie wiem. Albo wieczorem albo rano. Trzymaj się brzdącu. - Cmoknął mnie w czoło i wyszedł. Wywróciłam oczami i poszłam do salonu. Harry siedział i oglądał
telewizje. Kolejny dzień przesiedziany w domu w towarzystwie Harry'ego.
- Może pójdziemy na spacer? Ładna dziś pogoda..
- Nie wiem czy to dobry pomysł..
- Oj Hazz. Przecież nic mi się nie stanie jak ty będziesz ze mną. No proooooooszę.
Chłopak westchnął uśmiechnął się i wyszedł z salonu. Uradowana poszłam w jego ślady i wyszłam z salonu. Założyłam szybko buty i ruszyliśmy z Harry'm w
stronę parku . Dawno gdziekolwiek wychodziłam. Nawet na podwórko nie mogłam wyjść bez ochrony Lou. Wędrowaliśmy alejkami i rozmawialiśmy. Cały czas czułam,
że ktoś nas śledzi. Odwróciłam się, ale nikogo nie ujrzałam.
- Coś się stało? - zapytał lekko zmarwtiony Harry. Doobra, to było dziwne, że ON Harry Styles się martwił o kogoś takiego jak JA.
- Mam dziwne przeczucie, że ktoś nas śledzi.
Harry lekko się zdziwił, a zarazem przeraził. Po chwili jego twarz skamieniała.
- Wracamy do domu.
- Ale..
- Żadne, ale! WRACAMY DO DOMU!- tak to był ten Harry, którego znam od zawsze. Nigdy nie panował nad emocjami i zawsze krzyczał, ale nie na mnie.
Staliśmy pod domem gdy Harry'emu zadzwonił telefon.
- Hallo! Tak i mam to w dupie! KURWA POWIEDZIAŁEM CI!- stałam i patrzyłam na niego przerażona. Po chwili wkurzony żucił telefon o ulicę. Ten rozstrzaskał się
na drobne kawałeczki. Ptrzyłam coraz bardziej przerażona na jego ruchy. Spojrzał na mnie i odrazu złagodniał. Po chwili przytulił mnie i
chyba nie miał zamiaru mnie puścić.
- Przepraszam. Nie chciałem byś to widziała. Następnym razem nie będę. Obiecuję. - uspokoiliśmy się trochę i weszliśy do domu. Mimo tego,
że Harry był ode mnie tylko o rok starszy i był najlepszym przyjacielem Lou byliśmy dobrymi przyjaciółmi. Czasami pomagałam mu w sprawach sercowych. Nie
było to nic specjalnego jak na przykład romantyczna kolacja przy świecach. Były to małe sprawy. Siedzieliśmy i się śmialiśmy gdy nagle do domu wparował Lou.
Był wściekły najpierw spojrzał na mnie i potem na Harry'ego.
- TY! Kate wyjdź stąd!
- Ale to moja wina, nie Harry'ego.
- Powiedziałem wyjdź!
Spojrzałam smutnie na obu i wyszłam. Słyszałam krzyki. Potem ja dostanę niezły opieprz od mojego braciszka.
Gdybym wiedziała, że to się tak skończy nie prosiłabym go o wyjście. Po chwili ktoś zapukał do drzwi. Powiedziałam cichę prosze i w drzwiach stanął Lou.
- Przesadziłaś..
- Tak wiem. Obiec..
- Nie przerywaj mi! Przesadziłaśi powinienem cię teraz opieprzyć, ale muszę ci coś powidzieć... Muszę wyjechać na kilka dni wyjechać w ważnej sprawie i...
- I... ?- przerwałam mu patrząc mu prosto w oczy.
- I zamieszkasz u Harry'ego.
- ŻE JAK?!
- Nie jestem chyba aż taki zły. -włączył się do naszej rozmowy loczek. Spojrzałam na niego unosząc brwi do góry. Teraz to sobie wymyślili.
- A nie może przyjechać tu El?
- Jedzie razem ze mną. Po za tym mam stu procentową pewność, że Harry jest odpowiednią osobą i będę mieć pewność, że pod jego opieką nic ci się nie stanie.
- A gdzie wy wyjeżdżacie? Cały czas gdzieś znikasz... -jego twarz skamieniała i był trochę... przerażony? Tak przerażony.
- Nie. Twój. Interes.-wysyczał przez zęby. Po chwili złagodniał i powiedział jeszcze- zacznij się powoli pakować jutro rano Harry po ciebie przyjedzie.
Westchnęłam ciężko i wyjęłam spod łóżka wielką walizkę. Otworzyłam szafę i zaczełam w niej grzebać by wyszukać coś w miarę dobrego na pogodę w Londynie.
*Następny dzień, poranek*
Wstałam około 7. WYgramoliłam się leniwie z łóżka i ruszyłam do łazienki ogarnąć się. Po drodze zabierając oczywiście ubrania.
Po szybkim zimnym prysznicu owinęłam swoje ciało miekkim ręcznikiem i już miałam zacząć się ubierać gdy zdałam sobie sprawę, że nie zabrałam ze sobą bielizny.
Wyszłam szybko z łazienki i skierowałam się do mojego pokoju. Weszłam i jakgdyby nigdy nic powiedziałam do Hazzy siedzącego na moim łóżku:
- Hej Harr... Zaraz co?! Co ty tu robisz?
Nic nie odpowiedział tylko lustrował całą moją postać wzrokiem. No tak przecież stoję przed nim pół naga owinięta tylko ręcznikiem ledwo zakrywający mi tyłek.
Po chwili nawiązaliśmy kontakt wzrokowy. Przymrużyłam lekko oczy i patrzyłam na lokersa złowrogim spojrzeniem numer 3. Chłopak spuścił wzrok i podniósł swój
jakże wielmożny zad i stanął blisko mnie. Naprawdę blisko tak, że czułam na skórze jego ciepły oddech.
- Przyszedłem cię obudzić i pomóc zabrać rzeczy do mojego auta. W końcu masz u mnie mieszkać.
Stałam i patrzyłam się w jego zielone tęczówki jakbym była zaczarowana. Po chwili wyminął mnie, chwycił walizki i wyszedł.
Po kilku sekundach ocknęłam się wzięłam bielizne i skierowałam się do łazienki. Po niecałych 5 minutach zeszłam na dół gdzie czekał na mnie Harry.
- Gotowa?
- Tak.. A Louis'a już nie ma?- zapytałam lekko zdziwiona faktem, że w domu było cicho.
- Niestety.. Wyjechał godzine temu.. Dobrze... No to ruszamy. Śniadanie zjesz na miejscu.
Ruszyliśmy razem w stronę auta loczka. Całą drogę milczeliśmy. Dlaczego zawsze gdy siedzimy w aucie musi panować ta niezręczna cisza?! Mniejsza o to.
Droga minęła nam jak zwykle bez problemów. Nim się obejrzałam stałam pod domem Hazzy. Jego dom był niewiele większy od naszego.
Cały czas zastanawia mnie skąd oni wzięli tyle kasy na te domy... Weszliśmy i udaliśmy się w stronę schodów. Skierowałam się w stronę pokoju gościnnego,
ale okazało się to być błędem. Loczek poszedł w zupełnie inną stronę. Zatrzymał się przy drzwiach naprzeciwko swojej sypialni i spojrzał na mnie wyczekująco.
Ruszyłam w drugą część korytarza. Gdy doszłam do chłopaka ten otworzył drzwi i moim oczom ukazał się dość spory niebiesko-biały pokój.
Na ścianie nad łóżkiem były przyczepione litery które tworzyły moje imię.
- Eee, Harry czemu użądziłeś mi pokój? Przecież jestem tu tylko na kilka dni..
_______________________________________________________________________________
Następny rozdział dodam w następnym tygodniu.
Jeśli możesz to pozostaw po sobie komentarz ♥
Nawet jeśli z anonima to proszę. ♥
Subskrybuj:
Posty (Atom)
