Wstałam rano i ruszyłam w stronę łazienki. Ogarnełam się i z dobrym humorem zeszłam do kuchni.
-Dzień dobry Lou.-powiedziałam do brata i cmoknęłam go w policzek.
- Hej siostrzyczko. Jakie plany na dziś?
-Hmm, może się wybiorę na małe zakupy, potem..
- NIE! Nie możesz wyjść! To...nie dobry pomysł. Zaproś jakieś koleżnaki tu i pogadajcie sobie czy coś...
- Dzięki tobie nie mam przyjaciół.. A niby czemu nie mogę wyjść?! Zachoruje? Przy takim gorączu? Louis, czemu mi zabraniasz wychodzić..
- Jak chcesz to mogę zadzwonić do El...
- I mam patrzeć jak cały czas wymieniacie się śliną?
Nie doczekałam się odpowiedzi z jego strony. Westchął po chwili wstał i poszedł na górę jak sądze do jego pokoju. Czemu niby nie mogę wyjść? Czemu on mi wszystkiego broni? Wcześniej gdy nie byłam pełnoletnia było inaczej i traktowałam to jako strach, że mogą mi coś zrobić, ale teraz? Mam osiemnaście
lat i dam sobie radę. Najgorszej jest w tym wszystkim to, że najczęściej gdy mój braciszek wychodzi musi mnie pilnować Harry, jego kumpel.Dzisiaj też tak było. Louis wyszedł do pracy i oczywiście musiał zadzwonić po Harry'ego. Nie chodzi mi oto, że go nie lubie tylko irytuje mnie to.
- Cześć Kate. Miło cię widzieć- uśmiechnął się szeroko i udał się do salonu.
- Witaj Hazz. Na jak długo wychodzisz Lou?- skierowałam pytanie do brata, który ubierał buty.
- Nie wiem. Albo wieczorem albo rano. Trzymaj się brzdącu. - Cmoknął mnie w czoło i wyszedł. Wywróciłam oczami i poszłam do salonu. Harry siedział i oglądał
telewizje. Kolejny dzień przesiedziany w domu w towarzystwie Harry'ego.
- Może pójdziemy na spacer? Ładna dziś pogoda..
- Nie wiem czy to dobry pomysł..
- Oj Hazz. Przecież nic mi się nie stanie jak ty będziesz ze mną. No proooooooszę.
Chłopak westchnął uśmiechnął się i wyszedł z salonu. Uradowana poszłam w jego ślady i wyszłam z salonu. Założyłam szybko buty i ruszyliśmy z Harry'm w
stronę parku . Dawno gdziekolwiek wychodziłam. Nawet na podwórko nie mogłam wyjść bez ochrony Lou. Wędrowaliśmy alejkami i rozmawialiśmy. Cały czas czułam,
że ktoś nas śledzi. Odwróciłam się, ale nikogo nie ujrzałam.
- Coś się stało? - zapytał lekko zmarwtiony Harry. Doobra, to było dziwne, że ON Harry Styles się martwił o kogoś takiego jak JA.
- Mam dziwne przeczucie, że ktoś nas śledzi.
Harry lekko się zdziwił, a zarazem przeraził. Po chwili jego twarz skamieniała.
- Wracamy do domu.
- Ale..
- Żadne, ale! WRACAMY DO DOMU!- tak to był ten Harry, którego znam od zawsze. Nigdy nie panował nad emocjami i zawsze krzyczał, ale nie na mnie.
Staliśmy pod domem gdy Harry'emu zadzwonił telefon.
- Hallo! Tak i mam to w dupie! KURWA POWIEDZIAŁEM CI!- stałam i patrzyłam na niego przerażona. Po chwili wkurzony żucił telefon o ulicę. Ten rozstrzaskał się
na drobne kawałeczki. Ptrzyłam coraz bardziej przerażona na jego ruchy. Spojrzał na mnie i odrazu złagodniał. Po chwili przytulił mnie i
chyba nie miał zamiaru mnie puścić.
- Przepraszam. Nie chciałem byś to widziała. Następnym razem nie będę. Obiecuję. - uspokoiliśmy się trochę i weszliśy do domu. Mimo tego,
że Harry był ode mnie tylko o rok starszy i był najlepszym przyjacielem Lou byliśmy dobrymi przyjaciółmi. Czasami pomagałam mu w sprawach sercowych. Nie
było to nic specjalnego jak na przykład romantyczna kolacja przy świecach. Były to małe sprawy. Siedzieliśmy i się śmialiśmy gdy nagle do domu wparował Lou.
Był wściekły najpierw spojrzał na mnie i potem na Harry'ego.
- TY! Kate wyjdź stąd!
- Ale to moja wina, nie Harry'ego.
- Powiedziałem wyjdź!
Spojrzałam smutnie na obu i wyszłam. Słyszałam krzyki. Potem ja dostanę niezły opieprz od mojego braciszka.
Gdybym wiedziała, że to się tak skończy nie prosiłabym go o wyjście. Po chwili ktoś zapukał do drzwi. Powiedziałam cichę prosze i w drzwiach stanął Lou.
- Przesadziłaś..
- Tak wiem. Obiec..
- Nie przerywaj mi! Przesadziłaśi powinienem cię teraz opieprzyć, ale muszę ci coś powidzieć... Muszę wyjechać na kilka dni wyjechać w ważnej sprawie i...
- I... ?- przerwałam mu patrząc mu prosto w oczy.
- I zamieszkasz u Harry'ego.
- ŻE JAK?!
- Nie jestem chyba aż taki zły. -włączył się do naszej rozmowy loczek. Spojrzałam na niego unosząc brwi do góry. Teraz to sobie wymyślili.
- A nie może przyjechać tu El?
- Jedzie razem ze mną. Po za tym mam stu procentową pewność, że Harry jest odpowiednią osobą i będę mieć pewność, że pod jego opieką nic ci się nie stanie.
- A gdzie wy wyjeżdżacie? Cały czas gdzieś znikasz... -jego twarz skamieniała i był trochę... przerażony? Tak przerażony.
- Nie. Twój. Interes.-wysyczał przez zęby. Po chwili złagodniał i powiedział jeszcze- zacznij się powoli pakować jutro rano Harry po ciebie przyjedzie.
Westchnęłam ciężko i wyjęłam spod łóżka wielką walizkę. Otworzyłam szafę i zaczełam w niej grzebać by wyszukać coś w miarę dobrego na pogodę w Londynie.
*Następny dzień, poranek*
Wstałam około 7. WYgramoliłam się leniwie z łóżka i ruszyłam do łazienki ogarnąć się. Po drodze zabierając oczywiście ubrania.
Po szybkim zimnym prysznicu owinęłam swoje ciało miekkim ręcznikiem i już miałam zacząć się ubierać gdy zdałam sobie sprawę, że nie zabrałam ze sobą bielizny.
Wyszłam szybko z łazienki i skierowałam się do mojego pokoju. Weszłam i jakgdyby nigdy nic powiedziałam do Hazzy siedzącego na moim łóżku:
- Hej Harr... Zaraz co?! Co ty tu robisz?
Nic nie odpowiedział tylko lustrował całą moją postać wzrokiem. No tak przecież stoję przed nim pół naga owinięta tylko ręcznikiem ledwo zakrywający mi tyłek.
Po chwili nawiązaliśmy kontakt wzrokowy. Przymrużyłam lekko oczy i patrzyłam na lokersa złowrogim spojrzeniem numer 3. Chłopak spuścił wzrok i podniósł swój
jakże wielmożny zad i stanął blisko mnie. Naprawdę blisko tak, że czułam na skórze jego ciepły oddech.
- Przyszedłem cię obudzić i pomóc zabrać rzeczy do mojego auta. W końcu masz u mnie mieszkać.
Stałam i patrzyłam się w jego zielone tęczówki jakbym była zaczarowana. Po chwili wyminął mnie, chwycił walizki i wyszedł.
Po kilku sekundach ocknęłam się wzięłam bielizne i skierowałam się do łazienki. Po niecałych 5 minutach zeszłam na dół gdzie czekał na mnie Harry.
- Gotowa?
- Tak.. A Louis'a już nie ma?- zapytałam lekko zdziwiona faktem, że w domu było cicho.
- Niestety.. Wyjechał godzine temu.. Dobrze... No to ruszamy. Śniadanie zjesz na miejscu.
Ruszyliśmy razem w stronę auta loczka. Całą drogę milczeliśmy. Dlaczego zawsze gdy siedzimy w aucie musi panować ta niezręczna cisza?! Mniejsza o to.
Droga minęła nam jak zwykle bez problemów. Nim się obejrzałam stałam pod domem Hazzy. Jego dom był niewiele większy od naszego.
Cały czas zastanawia mnie skąd oni wzięli tyle kasy na te domy... Weszliśmy i udaliśmy się w stronę schodów. Skierowałam się w stronę pokoju gościnnego,
ale okazało się to być błędem. Loczek poszedł w zupełnie inną stronę. Zatrzymał się przy drzwiach naprzeciwko swojej sypialni i spojrzał na mnie wyczekująco.
Ruszyłam w drugą część korytarza. Gdy doszłam do chłopaka ten otworzył drzwi i moim oczom ukazał się dość spory niebiesko-biały pokój.
Na ścianie nad łóżkiem były przyczepione litery które tworzyły moje imię.
- Eee, Harry czemu użądziłeś mi pokój? Przecież jestem tu tylko na kilka dni..
_______________________________________________________________________________
Następny rozdział dodam w następnym tygodniu.
Jeśli możesz to pozostaw po sobie komentarz ♥
Nawet jeśli z anonima to proszę. ♥
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz